Czy Hosty to plastikowe łabędzie roślin? | List od Redakcji


Myśl o postawieniu białych plastikowych donic w kształcie łabędzi w moim ogrodzie przyprawia mnie o gęsią skórkę. I nie w dobry sposób.

Nie jestem snobem ogrodowym. Wielką radość sprawia mi widok zbuntowanego krasnala ogrodowego tu czy tam. Ale krajobraz wypełniony mnóstwem plastikowych przedmiotów nieożywionych wydaje się po prostu sprzeczny z koncepcją ogrodnictwa. W końcu naszym hobby lub powołaniem jest sztuka subtelnego naginania żywych istot znajdujących się w naturalnym świecie w estetyczne sceny. Jeśli rozrzucisz po całym miejscu kilka przedmiotów, które najwyraźniej zostały stworzone przez człowieka, to jest to wstrząsające. A przynajmniej tak się czuję, kiedy wchodzę do przestrzeni wypełnionej większą ilością plastikowych wiatraków niż roślin.

Jednak nie czuję się w ten sposób w stosunku do moich hostów. To żywe rośliny, a nie coś wyprodukowanego gdzieś w fabryce poliżywicy. Ale po przeczytaniu wywiadu z Dougiem Tallamy w numerze 208, być może będę musiał przemyśleć swoje hosty.

Jeśli jesteś dostrojony do świata ogrodnictwa, bez wątpienia przeczytałeś jedną z książek dr. Tallamy’ego, wziąłeś udział w konferencji, na której był prelegentem, a może nawet uczestniczyłeś jako student w jednym z jego zajęć dotyczących bioróżnorodności. Jego praca opowiada się za zachowaniem rodzimych ekosystemów, za co większość ogrodników z całego serca popiera. Ale jako ogrodnik muszę zapytać: czy nierodzime rośliny w moim krajobrazie rujnują lokalny ekosystem? Czy moja hosta „Island Breeze” stanowi zagrożenie dla środowiska? Może.

Tallamy widzi to, że moja hosta po prostu tam siedzi, nie wyrządzając krzywdy, ale też nie czyniąc dobrze. To ekologiczny wypełniacz przestrzeni. Ale gdybym posadził, powiedzmy, dąb, pomógłbym nakarmić i schronić około 952 stworzenia. „Pomyśl o swojej hostie jak o małym plastikowym posągu. Jest tam i niczego nie niszczy; to po prostu niczego nie pomaga” – mówi Tallamy.

Ten ostatni kawałek mocno mnie uderzył. Jeśli nie odważyłbym się wypełnić swojego krajobrazu plastikowymi łabędziami, po co miałbym wypełniać go odpowiednikiem rośliny? To, co najbardziej podoba mi się w wywiadzie z Tallamy, to to, w jaki sposób zwrócił się bezpośrednio do obaw ogrodników i jak możemy znaleźć równowagę między rzemiosłem, które kochamy, a planetą, którą kochamy. Nie chodzi o sadzenie tylko rodzimych roślin, ale bardziej o szkody, jakie może wyrządzić zero rodzimych roślin.

I niezależnie od tego chodzi o odmawianie plastikowym łabędziom.

—Danielle Sherry, redaktor naczelna, [email protected]

Zobacz więcej z wydania #208

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *